Lepsze źródło pożywienia

· Thanissaro Bhikkhu

Mowa wyjaśnia, że to, czego doświadczamy teraz, jest połączeniem skutków przeszłych działań i tego, co robimy w tej chwili, a praktyka polega na tym, by nauczyć się umiejętnie kształtować obecne doświadczenie. Medytacja rozwija szeroki, stabilny stan umysłu poprzez pracę z oddechem, mową wewnętrzną oraz postrzeganiem i odczuciami, dzięki czemu nawet trudne skutki przeszłości mniej nas przytłaczają. Taki wewnętrzny dobrostan pomaga nie ulegać bólowi ani przyjemności, a także nie „żywić się” gniewem, pożądaniem czy nadmiernym uzależnianiem własnego szczęścia od innych ludzi. Głównym przesłaniem jest to, że rozwijając uważność, czujność i koncentrację, tworzymy w sobie lepsze oparcie i dojrzalsze źródło szczęścia.

Nagranie

Pobierz MP3

Tekst mowy

Ajaan Fuang zauważył, że ostatni deszcz pory deszczowej bywa bardzo widowiskowy. Mówił, że dewowie deszczu żegnają się. Zobaczymy więc, czy to już ostatni deszcz.

Kiedy Budda opisał swoje przebudzenie w możliwie najkrótszych słowach, ujął je jako zasadę przyczynowości: „Kiedy to jest, tamto jest. Z pojawieniem się tego pojawia się tamto. Kiedy tego nie ma, tamtego nie ma. Z ustaniem tego ustaje tamto”. To są dwie zasady przyczynowości, które działają razem.

Jedna para — „Kiedy to jest, tamto jest; kiedy tego nie ma, tamtego nie ma” — mówi o przyczynowości w chwili obecnej. Robisz coś teraz i skutek pojawia się teraz. Przestajesz to robić, skutek znika.

Druga para dotyczy przyczynowości w czasie: „Z pojawieniem się tego pojawia się tamto” — siejesz teraz ziarno, ale nie dostaniesz od razu drzewa. To wymaga czasu. „Z ustaniem tego ustaje tamto” — ziarno jest nietrwałe, co znaczy, że nieważne, jak wielkie i solidne wyrośnie drzewo, ono też będzie nietrwałe.

Tyle że nie chodzi tu o drzewa, tylko o nasze własne działania. To znaczy, że to, czego doświadczasz teraz, jest połączeniem dwóch rzeczy: skutków przeszłych działań i skutków tego, co robisz właśnie teraz.

Tego, co przyszło z przeszłości, nie możesz zmienić. Ale możesz zmienić to, jak tego teraz doświadczasz. Innymi słowy, nie możesz cofnąć się i odwrócić pierwotnego działania, ale stan umysłu, który tworzysz teraz, może bardzo wiele zmienić w tym, jak przeżywasz jego skutek.

Budda podaje obraz bryłki soli. Jeśli wrzucisz bryłkę soli do małego kubka wody, nie będziesz mógł tej wody wypić, bo będzie za słona. Ale jeśli wrzucisz tę samą bryłkę soli do dużej, czystej rzeki, wodę da się pić, bo wody jest o wiele więcej niż soli.

Podaje też inną analogię: człowieka, który ukradł kozę. Jeśli biedny człowiek ukradnie kozę i nałożą na niego grzywnę, nie będzie w stanie jej zapłacić, więc trafi do więzienia. Jeśli bogaty człowiek ukradnie tę samą kozę i dostanie taką samą grzywnę, ma więcej niż dość, żeby ją zapłacić. Więc nie musi iść do więzienia.

Co więc znaczy być bogatym? Co znaczy mieć w umyśle dużo wody? Budda mówi, że składa się na to kilka rzeczy. Jedną z nich jest rozwijanie życzliwości, współczucia, współradości i równowagi umysłu w naprawdę szeroki sposób, obejmując nimi siebie i wszystkich innych ludzi, wszystkie inne istoty. Nie mówi, żeby zaczynać od siebie, ale późniejsi komentatorzy mówią, że dobrze zacząć od siebie, bo zbyt często, kiedy myślimy o życzliwości dla wszystkich, zapominamy o sobie.

Myślimy, że życzliwość znaczy, że trzeba bardzo dużo poświęcać dla innych. Ale, jak powiedział Budda, ważną częścią życzliwości jest dbanie o swoje prawdziwe szczęście. Właściwie od tego właśnie powinno się zacząć. Na szczęście to nie jest egoistyczna myśl, bo twoje prawdziwe szczęście — jeśli ma być prawdziwe i trwałe — nie może wiązać się z krzywdzeniem innych. Inaczej oni będą próbowali je zniszczyć, czyli nie przetrwa. Kiedy zastanowisz się, co naprawdę można nazwać prawdziwym szczęściem, zobaczysz, że wiele z tych warunków wiąże się z rozwijaniem umiejętności potrzebnych do stworzenia w sobie stanu szerokiej rzeki, wewnętrznego bogactwa. Cokolwiek spotyka nas w życiu, musimy to jakoś przerobić. Jeśli słabo sobie z tym radzisz, to nieważne, ile dobrych rzeczy przychodzi z twojej przeszłej kammy, i tak zrobisz z tego bałagan, wciskając to do tego małego kubka.

Pracuj więc nad tymi umiejętnościami. Tym właśnie zajmujemy się w medytacji. Jak powiedział Budda, kiedy opisywał etapy prowadzące do cierpienia, pierwszą rzeczą po niewiedzy jest to, że w niewiedzy wytwarzasz swoje doświadczenie. A ponieważ dzieje się to w niewiedzy, prowadzi to do cierpienia. Ale odkrył też, że jeśli robi się to z wiedzą, może to stać się częścią ścieżki do końca cierpienia.

Wytworzenia, na które wskazuje, to po pierwsze oddech — wytworzenie cielesne. Po drugie, wytworzenie słowne, czyli sposób, w jaki mówisz do siebie. Nazywa to ukierunkowaną myślą i oceną: wybierasz temat, a potem go komentujesz, zadajesz sobie pytania, wyrabiasz sobie zdanie. I po trzecie, wytworzenie umysłowe: twoje postrzeżenia i odczucia. Postrzeżenia to słowa i obrazy, które utrzymujesz w umyśle i dzięki którym rozpoznajesz rzeczy. Odczucia to ton odczuwania — przyjemność, ból albo ani przyjemność, ani ból.

Wszystko to składamy razem po to, żeby stworzyć stan koncentracji tutaj, teraz. Warto o tym pamiętać, bo inaczej wracasz do swoich starych sposobów działania opartych na niewiedzy. Właśnie dlatego medytacja wymaga uważności. Pamiętaj, że chcesz tu zostać. Nie możesz ulegać impulsom, które mówią: „Dość już o tym myślałem. Pomyślę o czymś innym”.

To za mało. Jeśli twoja koncentracja nie jest jeszcze mocna, musisz sobie przypominać: „To za mało. Muszę zrobić więcej. Muszę zostać tutaj dłużej, dłużej, dłużej”. Więc kiedy nagle zauważysz, że odpłynąłeś, zapytaj siebie: „Co przerwało moją uważność? Dlaczego tak łatwo ją przerwać? Czy mogę się temu oprzeć?”

To wymaga czujności: musisz patrzeć, co robisz.

A potem rozbudź w sobie zapał, chęć, żeby robić to dobrze.

Skupiasz się więc na oddechu, a potem myślisz o oddechu i komentujesz oddech. To właśnie tutaj naprawdę używasz swojej uważności i czujności. Bo przecież żeby komentować oddech, musisz obserwować: „Jak idzie oddech? Jak się ma umysł? Czy zostaje tutaj, czy zaraz pójdzie gdzie indziej? I czy oddech jest wygodny? Co teraz byłoby naprawdę dobre?”

Spróbuj oddychać tak, żeby płuca, serce i różne narządy tułowia czuły się dobrze. Potem pomyśl o tym, jak to poczucie dobrostanu czy wygody rozchodzi się przez ramiona, nogi i głowę, tak że dobre odczucie wypełnia całe ciało tutaj. To wymaga odpowiedniego sposobu postrzegania tego, co oddech może zrobić. Nie myśl o nim tylko jako o powietrzu wchodzącym i wychodzącym przez nos. To także przepływ energii w ciele. Właściwie z punktu widzenia Buddy przede wszystkim tym właśnie jest.

To są więc umiejętności, których potrzebujesz, żeby stworzyć sobie tutaj, w chwili obecnej, dobre miejsce i wnieść trochę wiedzy do procesów, które inaczej prowadziłyby do cierpienia. Im bardziej jesteś świadomy tego, co robisz, tym bardziej te różne rodzaje wytworzeń stają się częścią ścieżki.

Kiedy rozwijasz tutaj bardziej rozległy stan umysłu, wtedy złe wpływy przychodzące z przeszłości nie ciążą już tak mocno, bo masz tu coś większego i lepszego. Chcesz to pielęgnować, podtrzymywać. Rozwijasz więc rozległy umysł. Rozszerzasz się tak, żeby wypełnić chwilę obecną.

Kiedy umysł jest mały — innymi słowy, kiedy skupiasz się na jednym maleńkim punkcie — bardzo łatwo ześlizgnąć się w przeszłość albo w przyszłość. Jakby droga do przeszłości albo przyszłości była cieniutką rurką, i jeśli twój umysł jest dość mały, twoja świadomość dość mała, to łatwo się nią zsunie. Ale jeśli naprawdę zamieszkasz w swoim ciele tutaj i teraz, od głowy do stóp i we wszystkich miejscach pomiędzy, wtedy nie zmieścisz się do tej rurki. Więc zostań tutaj, obejmując wszystko szeroko.

Możesz wtedy zapytać siebie: skoro robi się tu tak dobrze, to czemu odchodzisz? Zwykle dlatego, że albo pojawia się coś nieprzyjemnego — a nieprzyjemne może tu znaczyć tylko lekko nieprzyjemne, nie musi być strasznie nieprzyjemne — albo po prostu mówisz sobie: „Dobra, rozumiem to. To teraz idźmy dalej”. Ale tak naprawdę tego nie rozumiesz, jeśli nie pobyłeś z tym długo. Umysł, który lubi zrobić szybki szkic i ruszyć dalej, może powierzchownie wiedzieć wiele różnych rzeczy, ale nie zna naprawdę dobrze żadnej jednej.

Więc spróbuj wejść w to głębiej, zostać tutaj i zobaczyć, czego nauczysz się przez samo pozostawanie tutaj. Wiele z tych lekcji dotyczy obrony tego stanu koncentracji przed rozproszeniami czy bólem. Jeśli w jakiejś części ciała pojawia się ból, nie rób z niego głównego punktu skupienia. Spróbuj skupić się na tych częściach ciała, które możesz uczynić wygodnymi przez sposób oddychania i przez sposób postrzegania tego, jak oddech porusza się przez ciało. Potem możesz użyć tego poczucia wygody, żeby rozprowadzić je po obszarach napięcia i ścisku wokół bólu, rozluźniając wszystko.

To tworzy jeszcze jedną cechę, której potrzebujesz, żeby utrzymać umysł rozległy: nie pozwalasz, żeby ból zdominował umysł. Widzisz, że masz narzędzia, których możesz użyć na ból.

Lata temu brałem udział w eksperymencie psychologicznym. Kazali włożyć rękę do wiadra z lodowatą wodą. Jednej grupie powiedzieli, żeby wyjęła rękę, jak tylko zacznie boleć. Drugiej powiedzieli: „Zobaczcie, jak długo potraficie ją tam trzymać”. Trzeciej grupie polecili myśleć o tym, że zimno z ręki w wiadrze z lodem przechodzi do drugiej ręki, a ciepło z drugiej ręki wraca, żeby ogrzać tę zmarzniętą. I oczywiście odkryli, że trzecia grupa mogła trzymać rękę znacznie dłużej, bo miała narzędzie; miała sposób — coś, co mogła robić, więc nie była po prostu ofiarą bólu.

Tutaj też masz narzędzie w postaci oddechu. Masz narzędzie uważności i czujności. Masz narzędzie swojego postrzegania — możesz zmienić sposób, w jaki postrzegasz ból. Pomyśl o bólu jako o pojedynczych chwilach bólu i o tym, że każda z nich, kiedy się pojawia, już od ciebie odchodzi. To bardzo ułatwia sprawę. Myśl o oddechu przepływającym przez to miejsce — to też pomaga.

Potem odkrywasz, że zagrożeniem dla twojej koncentracji są nie tylko rozproszenia i ból — nawet sama przyjemność koncentracji może stać się zagrożeniem, kiedy tracisz skupienie na oddechu i zaczynasz skupiać się na przyjemności. Więc temu też musisz się oprzeć. Pozwól przyjemności robić swoje — nie musisz się nią zachwycać, nie musisz się w niej pławić. Masz pracę do wykonania. Przyjemność i tak będzie odżywiać ciało, da ci poczucie dobrostanu tutaj, bez potrzeby, żebyś się nad nią rozpływał.

To kolejny sposób, żeby przeciwdziałać skutkom złych rzeczy przychodzących z przeszłości: ćwiczysz umysł tak, żeby nie dawał się zdominować ani przez ból, ani przez przyjemność.

To są więc niektóre ze sposobów, dzięki którym możesz wziąć cokolwiek, co pojawia się z twojej przeszłej kammy, i zrobić z tego tutaj coś dobrego.

To jak dobry kucharz, który potrafi wziąć składniki może niezbyt szczególne, ale zrobić z nich coś dobrego. Kiedy masz tę umiejętność, potrafisz poradzić sobie z wieloma problemami, z którymi inaczej miałbyś trudność. Kiedy w umyśle pojawiają się nieumiejętne myśli, tracą dużą część swojej atrakcyjności.

Ulegamy swoim skalaniom nie tylko z siły nawyku, ale też dlatego, że jakaś część nas je lubi. Lubimy swoje pożądanie, lubimy swój gniew, więc za nimi idziemy. Ale teraz mamy coś lepszego, przy czym możemy zostać; miejsce, z którego możemy patrzeć na gniew jak na osobne zdarzenie w umyśle i chętniej przyznać, że gniew ma mnóstwo wad. Jest w nim pokusa — poczucie siły, które z nim przychodzi; poczucie, że to my mamy rację, a inni się mylą. Ale kiedy masz w sobie coś lepszego, czym możesz się karmić, dużo łatwiej zobaczyć, że pożywienie, jakie daje gniew, jest naprawdę marne. Łatwiej też przypomnieć sobie sytuacje z przeszłości, kiedy uległeś gniewowi, uległeś złej woli, a potem tego żałowałeś. Może tym razem chętniej przyznasz: „No dobrze, mogę mieć rację, ale jeśli zrobię to, do czego pcha mnie gniew, to będzie głupie”. Można jednocześnie mieć rację i się mylić — to znaczy używać swojej racji w niewłaściwy sposób.

Jednocześnie, kiedy masz tutaj w sobie niezależne poczucie dobrostanu, dużo łatwiej nie karmić się relacjami z innymi ludźmi — tym poczuciem, że musisz od nich zależeć, żeby być szczęśliwym. Żadna relacja nie wytrzyma takiego ciężaru. Zawali się. Ale jeśli masz w sobie własne, niezależne szczęście, nie musisz tak bardzo opierać się na drugiej osobie; nie musisz się nią tak bardzo karmić. To znaczy, że w relacji jest dużo mniej napięcia, dużo mniej przywiązania. To właśnie przywiązanie, to karmienie się, sprawia, że cierpimy.

Jest więc wiele dobrych rzeczy do rozwijania, wiele spraw, z którymi możesz sobie radzić dzięki koncentracji. To ważna część ścieżki. A kiedy radzisz sobie z tymi trzema rodzajami wytworzeń tutaj, w chwili obecnej, w umiejętny sposób, czujnie i z wiedzą, jesteś jak dobry kucharz, który potrafi wziąć prawie wszystko i zrobić z tego dobre jedzenie. A kiedy masz w sobie dobre jedzenie, którym możesz się karmić, nie musisz szukać pożywienia w nieumiejętnych postawach na zewnątrz.

Więc pracuj nad tymi umiejętnościami. Jeśli jesteś typem człowieka, któremu trudno utrzymać umysł w bezruchu, naucz się zadowalać małymi zwycięstwami. Nie lekceważ ich, bo czasem tak właśnie zaczynają się umiejętności: od drobnych rzeczy. Jeśli potrafisz zostać przy dwóch oddechach, dobrze, następnym razem spróbuj zostać przy trzech. To poprawa o 50 procent. Potem cztery, pięć. Kiedy nabierzesz rozpędu, coraz łatwiej będzie zostawać na dłużej.

To kolejny aspekt uczenia się, jak mądrze rozmawiać ze sobą, żeby trzymać się właściwego kierunku. Miej wyraźne poczucie swoich mocnych i słabych stron i próbuj używać mocnych stron do pracy nad słabymi, tak żeby praktyka była zrównoważona. Wtedy umiejętność medytacji staje się wszechstronna.

Źródło i licencja

Oryginalny tytuł
A Better Place to Feed
Źródło oryginału
dhammatalks.org
Licencja
Creative Commons Attribution-NonCommercial 4.0 International (CC BY-NC 4.0)
Nota
Polska wersja została przygotowana w ramach niezależnego projektu edukacyjnego. Więcej o sposobie pracy: O projekcie.