Inteligentny projekt

· Thanissaro Bhikkhu · Medytacje 3

Mowa pokazuje, że współzależność nie jest czymś, co samo w sobie należy świętować, bo uwarunkowane zjawiska często prowadzą do cierpienia. Buddha wskazał jednak, że te same zależności można wykorzystać w praktyce jako ścieżkę wyjścia: przez przekonanie, wytrwałość, uważność, skupienie i wnikliwość. Nawet gdy praktyka się rozpada, można wrócić do chwili obecnej, odbudować ją od oddechu i podtrzymać pragnienie prawdziwego szczęścia.

Nagranie

Pobierz MP3

Tekst mowy

Jedną z większych ironii w sposobie, w jaki buddyzm trafił na Zachód, jest to, że naukę o współzależnym powstawaniu zamieniono w naukę o współzależności albo wzajemnym powiązaniu. W pierwotnej nauce nacisk padał na to, jak rzeczy współdziałają, by powodować cierpienie, natomiast ta nowa nauka stała się czymś, co należy świętować. To dobrze, że wszystko współdziała, wszystko do siebie pasuje. Wszyscy jesteśmy współzależni, wszyscy jesteśmy wzajemnie powiązani, i jest to coś miłego, pocieszającego. Ale kiedy uważnie przyjrzeć się temu, jak rzeczy naprawdę są ze sobą powiązane, trudno dostrzec w tym wiele powodów do świętowania. To dopasowanie zawsze jest trochę luźne, trochę niezgrabne, i powoduje mnóstwo bólu i cierpienia. Dodatkowa para wodna unosząca się znad Atlantyku zabiła ostatnio ludzi w Nowym Orleanie i podniosła ceny ropy w całych Stanach Zjednoczonych. To dziwny łańcuch powiązań.

Nie trzeba jednak patrzeć aż tak daleko. Spójrz po prostu na własne ciało, na to, jak rzeczy są w nim połączone. Zobacz, jak skonstruowane jest ludzkie ciało. Plecy: kiedy się starzejesz, zaczynasz sobie uświadamiać, jak źle zaprojektowane są ludzkie plecy. Jeśli „istnieje” jakiś projektant, nie jest to zbyt inteligentny projekt; a jeśli stoi za tym jakaś inteligencja, to jest to inteligencja złośliwa. Zaprojektowano je dla bólu; zaprojektowano je tak, żeby się rozpadły.

Albo spójrz na to, jak rodzą się ludzie. Zaczyna się od seksu, który wymaga dużej ilości pożądania. Ale pożądanie – ktokolwiek je zaprojektował, jeśli istniał projektant – zostało zaprojektowane dość złośliwie, bo pożądanie nie jest czymś, co można kontrolować. Zaczynasz pożądać niewłaściwych osób, co większość ludzi, jak się wydaje, robi przez większość czasu. A pożądanie nie tylko tworzy dzieci. Prowadzi też do oszustwa, morderstwa, chorób, wszelkiego rodzaju problemów, a jednak jest niezbędną częścią tego układu, by rodzaj ludzki mógł trwać.

A potem jest ciąża: wszystkie bóle, przez które przechodzi kobieta, nosząc dziecko. W Tajlandii przed każdą ordynacją tradycyjnie odbywa się recytacja trwająca całe popołudnie. Zatrudnia się osobę świecką, aby recytowała tekst przypominający młodemu kandydatowi na mnicha o całym cierpieniu, przez jakie przeszła jego matka, wychowując go. Jeśli recytacja trwa około czterech godzin, trzy z nich skupiają się na dziewięciu miesiącach ciąży – miesiącach porannych mdłości, miesiącach czegoś, co kopie ją w brzuch. A potem jest poród. Mówi się, że największym bólem, jaki człowiek może znieść, jest ból rodzenia. I dla dziecka też nie jest to żadna przyjemność. Jeśli za tym wszystkim stoi jakiś projekt, jeśli istnieje inteligentny projekt, to jest to złośliwa inteligencja.

Taki więc jest świat, w którym się rodzimy. Tak się rodzimy. I potrzeba było Buddhy, aby podejść do świata z pewną współczującą inteligencją: zobaczyć całe to wzajemne powiązanie rzeczy i powiedzieć, że istnieje sposób, by użyć tych powiązanych, zależnych rzeczy do znalezienia drogi wyjścia z cierpienia. Temu poświęcił życie: zarówno odnalezieniu tej drogi, jak i jej nauczaniu.

A jest to nauka bardzo krucha. Jeśli spojrzysz na historię buddyzmu, zobaczysz, że dokądkolwiek trafia Dhamma, ludzie znajdują najróżniejsze sposoby, by skierować naukę ku innym celom, zapominając, że jej pierwotny cel był najbardziej współczujący: wskazać drogę wyjścia z cierpienia. Nasza wyobraźnia jest tak związana ze zwyczajnym sposobem wykorzystywania powiązań czy współzależności, że naprawdę trudno jej poradzić sobie z takim współczującym użyciem.

Dlatego ścieżka jest tak trudna: idzie pod prąd. Jeśli cokolwiek podważa ideę inteligentnego albo współczującego projektanta, to właśnie fakt, że poszukiwanie kresu cierpienia, poszukiwanie prawdziwego i trwałego szczęścia, tak bardzo idzie pod prąd ludzkiemu umysłowi. Pamiętaj o tym, kiedy praktykujesz. Trzeba się spodziewać, że praktyka będzie szła pod prąd. A ponieważ ścieżka wymaga pracy z narzędziami, które zwykle służą innemu celowi – przetrwaniu ciała – bardzo łatwo jest nam zboczyć z drogi. Musisz pamiętać, że głęboko w tobie twoim najgłębszym pragnieniem jest pragnienie szczęścia: szczęścia, które nie obróci się przeciwko tobie, szczęścia, które nie zostawi cię na lodzie, szczęścia, które nie musi wiązać się z cierpieniem innych.

To właśnie pragnienie Buddha szanował w sobie i szanował je również w innych ludziach. Dlatego szukał tej ścieżki. Kiedy ją odnalazł, dlatego jej nauczał – aby przemówić do tego konkretnego pragnienia. A jednak w świecie jest tak wiele głosów, które mówią nam, że jest to nierealistyczne, że wymaga zbyt wiele zachodu. Wszystkie te głosy są gotowe rzucić się na każdy problem, jaki pojawi się w praktyce. Ale podtrzymuj w sobie ten mały płomień: przekonanie, że jeśli w tym życiu jest w ogóle jakiś sens, to polega on na znalezieniu prawdziwego szczęścia. Zawsze staraj się to chronić. Rób, co możesz, by to utrzymać; używaj swojej inteligencji, by omijać wszelkie zniechęcenia, które mogłyby ten płomień zgasić.

W końcu ta ścieżka składa się z rzeczy uwarunkowanych, więc bywają chwile, kiedy wydaje się, że wszystko się wali i trzeba to złożyć na nowo. Ale zawsze można to złożyć na nowo. To, czy zgasi to ten mały płomień, naprawdę zależy od ciebie. Sztuka przetrwania złych okresów na ścieżce polega na tym, by mieć przed oczami długą perspektywę i pamiętać o naturze tej ścieżki: jest to ścieżka skonstruowana, ścieżka wytworzona. Prowadzi do czegoś niewytworzonego, ale sama ścieżka jest wytworzeniem, co oznacza, że zależy od warunków. Czasami warunki nie są takie, jakie mogłyby być, ale mamy w sobie inteligencję, która potrafi się nauczyć, jak najlepiej wykorzystać rzeczy trudne, prowizoryczne, jak zbić je w nowy sposób.

Rób więc, co możesz, by wzmacniać swoją inteligencję na ścieżce. Jest to siła złożona z pięciu rzeczy. Po pierwsze, jest przekonanie, że musi istnieć droga wyjścia z cierpienia. Po drugie, jest wytrwałość: trzymanie się tego przekonania i nieustanne postępowanie zgodnie z nim. Po trzecie, jest uważność: pamiętasz, by cały czas mieć to przekonanie w pamięci i stosować je do wszystkich swoich działań. Czwartą i piątą rzeczą są skupienie i wnikliwość. Wnikliwość pomaga znajdować sposoby pokonywania przeszkód, które wszyscy nieuchronnie napotykamy na ścieżce, a skupienie daje umysłowi pożywienie, którego potrzebuje, by utrzymać energię.

Teksty mówią o wytrwałości jako o warunku koniecznym dla skupienia, ale ta zależność działa również w drugą stronę. Zrób, co możesz, by po prostu trzymać się jednego obiektu. Kiedy wszystko inne w życiu wydaje się szalone, powiedz sobie: „Dobrze, zostanę tutaj. Jeśli niczego innego nie wiem na pewno, to wiem na pewno, że oddech teraz wchodzi, oddech teraz wychodzi. Zostańmy tu po prostu przez jakiś czas”. W ten sposób możesz przetrwać każdy kryzys, jaki się pojawi, a to daje ci siłę, by poradzić sobie z rzeczami i dojść do siebie.

Czytałem niedawno o badaniach nad wielkimi klęskami i katastrofami – ogromnymi huraganami, trzęsieniami ziemi, pożarami. Zauważono, że ludzie bezpośrednio po katastrofie odczuwają dziwne poczucie euforii. Rozwijają poczucie wspólnego celu, kiedy porzucają swoje zwykłe troski i łączą siły, by odbudowywać, by dojść do siebie. Potem, po pewnym czasie, kiedy sprawy znów wracają do normy, wszyscy wracają do dawnych sposobów postępowania. Jak zauważył jeden z badaczy, zaraz po katastrofie następuje zawieszenie czasu; zwykłe narracje ludzi przestają działać i pojawia się poczucie wyzwolenia z tych narracji, ponieważ masz teraz oczywisty, bezpośredni, wspólny cel. Jeden z badaczy powiedział nawet, że brzmiało mu to bardzo podobnie do buddyjskiej medytacji: chodzi o porzucenie narracji o przeszłości i przyszłości oraz pozostanie przy chwili obecnej, znalezienie celu w chwili obecnej. To dodawało lekkości wysiłkom odbudowy.

Spróbuj więc użyć tej samej postawy, kiedy twoja medytacja się wali. Masz do wykonania pracę odbudowy. Daje ci to cel i jest czymś, na czym możesz skupić się całkowicie w chwili obecnej. Najlepszym sposobem, by to zrobić, jest porzucenie całej narracji, która doprowadza cię do szaleństwa: tego, że sprawy wydawały się iść dobrze, a teraz nagle wszystko runęło. To, czy upadek jest nagły, czy stopniowy, nie ma większego znaczenia. Ważne jest to, żebyś uświadomił sobie: „Dobrze, zapomnij po prostu o narracji i skup się na potrzebach chwili obecnej”. Tylko za to jesteś odpowiedzialny. Tylko tym musisz się martwić. Przekonasz się, że da ci to lekkość, energię potrzebną, by rozpocząć pracę odbudowy.

Tak więc raz jeszcze: używasz tutaj procesu współzależnego powstawania, wzajemnego powiązania uwarunkowanych zjawisk, ale kierujesz go w nową stronę. W jednej z sutt Buddha opisuje coś, co pewien współczesny nauczyciel nazwał transcendentnym współzależnym powstawaniem. Jest to typowy wzorzec: zaczyna się od niewiedzy, przechodzi przez pragnienie i kończy się cierpieniem. A zwykłą reakcją na cierpienie, jak kiedyś powiedział Buddha, jest połączenie dezorientacji i poszukiwania. Jesteśmy zdezorientowani tym, dlaczego pojawia się właśnie ten rodzaj cierpienia, i szukamy, mając nadzieję, że ktoś inny będzie znał drogę wyjścia. Zazwyczaj dzieje się tak, że dezorientacja po prostu dodaje więcej niewiedzy. Poszukiwanie zamienia się w jeszcze więcej pragnienia, a to prowadzi do większego cierpienia.

Ale są chwile, kiedy poszukiwanie zamienia się w mocne przekonanie: musi istnieć droga wyjścia. I zrobisz wszystko, co konieczne, by tę drogę znaleźć. Zastanawiałeś się nad życiem i zobaczyłeś, że projekt – jeśli istnieje jakiś projekt – wcale nie jest współczujący. Wystarczy zobaczyć, jak ktoś przechodzi przez starzenie się, chorobę i śmierć, a uświadamiasz sobie – jeśli istnieje projekt – jak jest surowy. Bardziej prawdopodobne jednak, że rzeczy po prostu tak się dzieją, bez żadnego nadrzędnego sensu czy celu. Kiedy to sobie uświadamiasz, musisz rozważyć fakt, że musi istnieć droga wyjścia. I masz Buddhę oraz jego szlachetnych uczniów, którzy mówią: „Tak, istnieje”. Mamy szczęście, że mamy ich świadectwo. Ich świadectwo jest jak wyzwanie. Czy jesteś gotów je podjąć? Jeśli nie, będziesz musiał cierpieć jak wszyscy inni. Jeśli jednak jesteś gotów podjąć wyzwanie, nadal przez jakiś czas będziesz cierpiał, ale będzie to cierpienie innego rodzaju. To cierpienie, które prowadzi do kresu cierpienia. Wykorzystaj więc tę sposobność jak najlepiej, ponieważ jest to jedyny inteligentny sposób znalezienia szczęścia – a nie zdarza się on zbyt często.

Źródło i licencja

Oryginalny tytuł
Intelligent Design
Licencja
Creative Commons Attribution-NonCommercial 4.0 International (CC BY-NC 4.0)
Nota
Polska wersja została przygotowana w ramach niezależnego projektu edukacyjnego. Więcej o sposobie pracy: O projekcie.