Przyzwoita edukacja
Mowa wskazuje, że prawdziwie użyteczna edukacja powinna uczyć, jak radzić sobie z bólem, starzeniem się, chorobą i śmiercią. Medytacja daje do tego praktyczne narzędzia: rozwijanie przyjemności oddechu, badanie bólu i rozproszeń oraz uczenie się właściwego, wytrwałego wysiłku. Celem tej pracy nie jest chwilowy komfort, lecz umiejętność mierzenia się z najtrudniejszymi doświadczeniami i odnalezienie tego, co niezawodne.
Nagranie
Tekst mowy
Gdyby nasz system edukacji naprawdę był pomyślany z myślą o ludziach, podstawowy program nauczania obejmowałby to, jak żyć i jak umierać – jak radzić sobie z wielkimi sprawami życia: bólem, starzeniem się, chorobą, śmiercią, rozłąką – bo właśnie one dręczą ludzi. Umiejętności radzenia sobie z nimi należą do najważniejszych, jakie można w życiu rozwinąć.
Jednym z problemów naszego społeczeństwa jest jednak to, że wszystko podporządkowane jest gospodarce. Uchyla się prawa, bo nie są dobre dla gospodarki – a przynajmniej dla marży zysku w danym kwartale. Systemy edukacji projektuje się tak, żeby każdego z nas dopasować do jego przegródki w gospodarce. Umiejętności, których się uczymy, skupiają się na tym, jak funkcjonować ekonomicznie. A kiedy stajemy się zbyt starzy, by funkcjonować, odstawiają nas na bok i w dużej mierze zostawiają samym sobie. Wiele umiejętności, których nauczyliśmy się po to, by być dobrymi członkami gospodarki – dobrymi producentami, dobrymi konsumentami – w rzeczywistości szkodzi nam, gdy się starzejemy. To nasze wytwarzające i konsumujące „ja” jest szczególnie dużym problemem.
Kiedy więc przychodzimy tutaj medytować – a jest to praktyka uczenia się, jak żyć i jak umierać – owo wytwarzające i konsumujące „ja” jest jedną z głównych spraw, którym musimy stawić czoła. Co ono konsumuje? Doznania przyjemności i doznania bólu. Próbuje wytwarzać coraz więcej przyjemności, lecz często kończy na wytwarzaniu coraz większego bólu. Kiedy przyjrzysz się swojemu poczuciu tego, kim jesteś, sprowadza się ono do tych dwóch rzeczy: producenta i konsumenta. To właśnie te nawyki musisz obserwować. Kiedy medytujesz, pierwszą rzeczą, której się uczysz, jest to, jak wytworzyć przyjemność w chwili obecnej – nie dla samej przyjemności, ale po to, by użyć jej jako strategii. Często traktujemy przyjemność jako cel sam w sobie, lecz Buddha mówi: nie. Używasz przyjemności i bólu – obu – jako środków do wyższego celu.
Jak używać przyjemności? Skup się teraz na oddechu i zobacz, jakie daje odczucie. Potem eksperymentuj z oddechem, żeby zobaczyć, jak sposób oddychania może wytwarzać przyjemność albo ból. Różnica między nimi może być subtelna, ale istnieje. Nauczyliśmy się znieczulać na ten aspekt naszej świadomości, więc potrzeba czasu, by znów stać się na niego wrażliwym i zacząć dostrzegać wzorce. Dlatego praktykujemy. Wciąż wracaj do oddechu, wracaj do oddechu. Staraj się stać bardziej wrażliwy na ten obszar swojej świadomości, bardziej umiejętny w uczeniu się, jak maksymalnie wykorzystać potencjał przyjemności tu i teraz, po prostu przez sposób, w jaki oddychasz – nie tylko wytwarzając przyjemność, ale też ją podtrzymując. W końcu doznania przyjemności i radosnego uniesienia są częścią ścieżki. Mieszczą się w Szlachetnej Ośmiorakiej Ścieżce pod Właściwym Skupieniem. A jako część ścieżki muszą być rozwijane i podtrzymywane. Jak powiedział Buddha, ta przyjemność jest nienaganna.
Jest też użyteczna, ponieważ możesz jej użyć do zbadania bólu, który może być w innych częściach ciała. Kiedy tu siedzisz, czasem trudno jest nasycić całe ciało przyjemnością. Mogą być takie części, których nie potrafisz uczynić przyjemnymi, więc – jak mówi Ajaan Lee – nie kładź się tam. To tak, jakbyś wiedział, że w twoim domu są spróchniałe deski podłogowe. Jeśli spróbujesz położyć się na spróchniałej części podłogi, spadniesz do piwnicy. Połóż się więc tam, gdzie deski są zdrowe.
Gdy przyjemność, na której polegasz, staje się coraz stabilniejsza, zyskujesz dobry punkt obserwacyjny do przyglądania się bólowi. I miejmy nadzieję, że do tej pory medytacja nauczyła cię dociekliwości: uczyłeś się o oddechu, uczyłeś się o tych częściach ciała, które możesz dostosować do swoich upodobań, więc co z tymi innymi częściami, których nie możesz dostosować tak, jak chcesz? Co się tam dzieje? Czy problem ma związek z energią oddechu? To jeden ze sposobów, w jaki możesz sobie z nim poradzić. Pomyśl o oddychaniu przez ból. Zobacz, co się stanie. Albo zauważ, jak nazywasz ból. Może towarzyszyć mu jakiś obraz umysłowy. Spróbuj porzucić ten obraz albo go zmienić i zobacz, co zostaje.
Innymi słowy, rozwijaj dociekliwą postawę wobec bólu. Ustaw się w takiej pozycji, w której nie czujesz się przez ból zagrożony, tak abyś mógł go badać i zadawać pytania, patrzeć, obserwować i uczyć się o nim. Doprowadź do tego, by ból nie miał dla ciebie tajemnic i nie budził lęku, ponieważ rozumiesz nie tylko samo odczucie bólu, lecz także to, jak umysł może się go uchwycić i stworzyć wokół niego problemy.
Potem uczysz się powstrzymywać od tych sposobów chwytania się go. To tak, jakbyś wiedział, że kiedy włożysz palec w płomień, sparzysz się, więc przestajesz wkładać palce w ogień. Gdy uczysz się powstrzymywać od nieumiejętnych sposobów myślenia o bólu, uczysz się coraz więcej o umyśle, coraz więcej o tym, jak nie wikłać się w cierpienie. Zaczynasz od drobnych bólików, drobnych zakłóceń, ale kiedy już je rozgryziesz, zaczynasz się bardziej interesować: „A co z większymi?”.
To jedna z najważniejszych części praktyki: gotowość, by podjąć wyzwanie; odwaga, która nie daje się przytłoczyć. Widziałeś ludzi, którzy cierpią w życiu, i wszystko, o czym potrafią myśleć, to: „To idzie nie tak, tamto idzie nie tak, ludzie mi nie współczują”. Nie robią nic poza dokładaniem kolejnego cierpienia do pierwotnego cierpienia. Gdy widzą trudne wyzwanie, po prostu słabną. Jęczą i narzekają. Ale to nie jest droga Buddhy. Jego droga polega na tym, by dać ci umiejętności, narzędzia, których potrzebujesz, a potem zachęcić cię, rozpalić twoją wyobraźnię, byś stanął na wysokości tych wyzwań.
Twoimi narzędziami są instrukcje medytacyjne. Zachęta płynie z przykładu życia Buddhy, z opowieści o szlachetnych uczniach. Pokazują one, jak – gdy znajdziesz się w trudnej sytuacji – możesz wznieść się ponad nią, używając swego sprytu, hartu i dostępnych ci zasobów.
Jesteśmy więc tutaj z naszym oddechem. Czasem mamy też ból, a innym razem rozproszenia – czasem jedno i drugie naraz – i mamy skłonność traktować je jak komary rojące się wokół nas, gdy medytujemy. Chcielibyśmy je pacnąć i się ich pozbyć, żeby wreszcie zabrać się do prawdziwej pracy medytacji. Ale radzenie sobie z rozproszeniami, radzenie sobie z bólem: to właśnie jest prawdziwa praca medytacji. Kiedy będziesz umierać, wielkimi problemami będą rozproszenie i ból.
Nawet zanim umrzesz. Prawdopodobnie zauważyłeś to u osób starszych: nie potrafią patrzeć w przyszłość, ponieważ w przyszłości widzą tylko śmierć. Zaczynają więc patrzeć wyłącznie w przeszłość. Odcinają wielkie połacie swojej świadomości. Ich umysły nie potrafią zaakceptować tego, co naprawdę się dzieje – a jeśli nie były ćwiczone, wtedy ból i przygnębienie związane z koniecznością zmierzenia się ze śmiercią je przytłaczają. Kiedy przychodzi rzeczywisty ból choroby i śmierci, są jeszcze bardziej przytłoczone, ponieważ nie mają narzędzi. Nie mają właściwego nastawienia do radzenia sobie z takimi rzeczami.
Jeśli jednak praktykujesz medytację, zajmujesz się dokładnie tymi wielkimi sprawami, które będą powodować cierpienie, gdy będziesz umierać. Im większej umiejętności nabierasz w medytacji, tym bardziej będziesz gotów na wszystko, co nadejdzie, i tym bardziej będziesz miał wobec tego właściwe nastawienie. Widzisz to po prostu jako jeszcze jedno wyzwanie – i jesteś na nie gotów. Masz swoje narzędzia. Kiedy przychodzi choroba, możesz radzić sobie z nią jasno. Kiedy przychodzi śmierć, możesz radzić sobie z nią jasno, z poczuciem pewności. W przeszłości radziłeś sobie z bólem i rozproszeniem, więc podstawowe zasady są te same.
Z tego powodu, kiedy w medytacji pojawiają się takie rzeczy jak ból i rozproszenie, nie zniechęcaj się. To są zagadki medytacji, to są rzeczy, które chcesz rozgryźć – jak sparować cios i odpowiedzieć, jak zejść z drogi, kiedy trzeba, jak zmierzyć się z nimi wprost, kiedy musisz. Nie zniechęcaj się wielkością zadania. Po prostu dalej odłupuj po kawałku, po kawałku. To kolejna rzecz, której nie uczymy się w naszym systemie edukacji: jak radzić sobie z czymś, w czym od samego początku nie jesteśmy dobrzy. Często kieruje się cię w obszary, w których wykazujesz talent, a zaniedbuje uczenie tego, jak zdobywać umiejętności w obszarach, które nie przychodzą ci łatwo. W rezultacie, kiedy przychodzisz do medytacji, musisz rozwinąć podstawowe umiejętności potrzebne do pracy nad długoterminowym projektem: dalej odłupywać po kawałku, po kawałku, krok po kroku. Ucz się szukać choćby najmniejszych oznak postępu, żeby móc dodawać sobie otuchy.
I przyjmuj rzeczy tak, jak przychodzą. Świat nie zawsze rzuca w ciebie sprawami krok po kroku. Czasem przychodzą wielkie bóle, potem małe bóle, a potem znów wielkie bóle. Ale robisz to, co możesz. I nie zapominaj, że każdy krok, który robisz we właściwym kierunku, wielki czy mały, jest ważnym krokiem. Nie idzie na marne.
Nie wybieraj więc łatwej drogi ucieczki, mówiąc: „Jestem tu tylko po to, żeby przebywać w chwili obecnej i cieszyć się chwilą obecną, a kogo obchodzi dążenie do czegoś wielkiego?”. Wielu współczesnych nauczycieli medytacji twierdzi, że sekretem dobrej medytacji jest przestać próbować, przestać się starać – że przez wysiłek tylko dokładasz sobie cierpienia i stawiasz przeszkody na swojej drodze, więc najlepiej po prostu puścić i docenić rzeczy takimi, jakie są. Ludzie, którzy umniejszają wartość wysiłku, mówiąc, że nic im on nie dał, zapominają pomyśleć, że może starali się w niewłaściwy sposób. Jak w Sutcie, w której Buddha porównuje właściwą ścieżkę z niewłaściwą: jeśli praktykujesz z Niewłaściwym Poglądem, Niewłaściwą Intencją i Niewłaściwym Wysiłkiem, mówi, to jak próba wyciśnięcia oleju sezamowego ze żwiru.
Wielu medytujących wyciska żwir, żeby uzyskać olej sezamowy. Potem uświadamiają sobie, że to nie działa, więc przestają wyciskać żwir – i na tym kończą. Świętują, jakie to wspaniałe przestać wyciskać żwir, myśląc, że to jest sekret dobrej praktyki. Cóż, to ważny krok, ale ścieżka w rzeczywistości polega na tym, by znaleźć ziarna sezamu i je wyciskać. Może wymaga to pewnego wysiłku, ale przynajmniej przynosi rzeczywiste rezultaty.
Jeśli więc widzisz, że naciskasz, naciskasz, naciskasz i nic z tego nie wynika, zapytaj siebie: „Czy nie próbuję wycisnąć oleju sezamowego ze żwiru?”. Jeśli tak, lepiej cofnij się trochę, oceń swoją praktykę i zrób, co możesz, by wrócić na właściwą ścieżkę. Nie myśl, że samo porzucenie wysiłku będzie rozwiązaniem. Rozwiązanie leży w nauczeniu się, jak stosować wysiłek umiejętnie i jak odczytywać rezultaty swoich działań, aż uzyskasz to, czego szukasz. Wymaga to nie tylko dostrzeżenia związku między twoimi działaniami a ich rezultatami, lecz także wyobraźni, by zrozumieć, że zaprzestanie wyciskania żwiru nie jest jedyną alternatywą. Istnieje też możliwość znalezienia ziaren sezamu i wyciskania ziaren sezamu. W ten sposób uzyskujesz olej.
A ten olej jest naprawdę bezcenny. W końcu jest nim Bezśmiertelność. Gdy raz dotkniesz jej w swojej medytacji, masz swoje bezpieczne miejsce, masz swoje pewne miejsce. Nie trzeba jej wytwarzać. Nie trzeba jej chronić. Ona tam jest i zawsze będzie tam dla ciebie, byś mógł do niej sięgnąć, kiedy naprawdę będziesz jej potrzebować. Dlatego znalezienie tego oleju jest najważniejszą umiejętnością, jaką możesz rozwinąć.
To nadaje twojemu życiu najbardziej satysfakcjonującą opowieść. Opowieść życia większości ludzi brzmi – jak? Urodzili się, zmagali się, przeszli przez wszelkiego rodzaju trudności, a potem zachorowali i umarli. Jeśli mieli szczęście, może udało im się zrobić trochę dobrych rzeczy dla bliźnich, ale potem i tak po prostu zachorowali i umarli. Jeśli jednak dotkniesz Bezśmiertelności, będzie to zupełnie inna opowieść: opowieść życia, które naprawdę coś osiągnęło, życia dobrze przeżytego. Jeśli nie dotkniesz Bezśmiertelności, pytanie pod koniec życia brzmi: „O co w tym wszystkim chodziło? Co zostało osiągnięte przez całe to wytwarzanie i konsumowanie, przez cały ten trud?”. Cokolwiek robisz w czasie i przestrzeni, zostanie kiedyś zmienione, jak obraz, który rysujesz patykiem w płynącej wodzie. Ale jeśli dotkniesz czegoś poza czasem i przestrzenią, wtedy życie nie zostało zmarnowane. Łuk opowieści jest naprawdę satysfakcjonujący – ponieważ gdy raz znajdziesz Bezśmiertelność, zawsze jest ona czymś, na czym możesz polegać. Zawsze masz coś, co możesz wskazać jako rezultat swoich wysiłków.
I to jest najważniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek będziesz musiał wiedzieć.
Źródło i licencja
- Oryginalny tytuł
- A Decent Education
- Nota
- Polska wersja została przygotowana w ramach niezależnego projektu edukacyjnego. Więcej o sposobie pracy: O projekcie.