Rzeczy takimi, jakimi się stały
Mowa wyjaśnia, że jhāna łączy uspokojenie z wglądem, dając umysłowi stabilną podstawę do poznania procesu wytwarzania doświadczenia. Praktykujący rozwija obejmującą całe ciało świadomość, a następnie obserwuje i rozpuszcza poruszenia, z których powstają myśli oraz cierpienie. Dzięki temu może stopniowo zastępować niewiedzę wiedzą i rozpoznać to, co niewytworzone i wolne od cierpienia.
Nagranie
Tekst mowy
Czasem pod koniec sutty, gdy Buddha nauczał mnichów, mówił im na zakończenie, żeby poszli medytować. Ściśle rzecz biorąc, mówił, żeby poszli praktykować jhānę, ponieważ takiego rodzaju medytacji nauczał. Niektórzy sądzą, że jhāna jest tylko jednym z dwóch rodzajów medytacji, których nauczał, i że nauczał też vipassany. Nie ma jednak ani jednego fragmentu, w którym polecałby komuś praktykować vipassanę. Zawsze mówił: „Idźcie praktykować jhānę”. Widział bowiem jhānę jako praktykę, w której rozwija się jednocześnie uspokojenie i wgląd. Innymi słowy, uspokojenie i wgląd trzeba rozwijać już po to, żeby wejść w jhānę, osiągnąć dobre stany skupienia. A kiedy już rozwiniesz skupienie, możesz je wykorzystać do dalszego rozwijania uspokojenia i wglądu.
Staraj się więc nie traktować tych dwóch właściwości jako odrębnych. Kiedy ustalasz umysł, musisz w pewnym stopniu rozumieć, co robisz. Pierwsza jhāna obejmuje przecież ukierunkowaną myśl i ocenę, nazywane „saṅkhārami” – werbalnymi saṅkhārami – a saṅkhāry są przedmiotem wglądu. Uspokajasz się, kierując myśli ku oddechowi, a następnie go oceniając. Im precyzyjniej oceniasz oddech i im większą masz wrażliwość na doznania oddechu w ciele, tym łatwiej możesz uczynić je przyjemnym miejscem pobytu. W trakcie tego procesu wiele uczysz się zarówno o oddechu, jak i o umyśle: jakie doznania umysł lubi, a jakich nie; jak umysł wpływa na oddech i jak oddech wpływa na umysł. Już w tym jest wiele surowego materiału dla wglądu.
Na początku jednak twoim głównym celem jest uspokojenie umysłu. To uspokajający aspekt praktyki medytacyjnej: odnajdujesz doznania, przy których najłatwiej pozostać, i uczysz się jak najpełniej je rozwijać, aby wokół nich zbudować jedność umysłu. „Jedność” oznacza tutaj nie tylko nieprzerwane pozostawanie przy jednym obiekcie, lecz także pozwolenie, by ten obiekt wypełnił twoją świadomość i stał się jedyną rzeczą, której jesteś świadomy. Kiedy skupiasz się na oddychaniu, nie chodzi jedynie o powietrze wpływające do płuc i z nich wypływające. Chodzi o doznanie energii przepływającej przez całe ciało. Siedzisz pośrodku tego rozległego procesu oddychania, który wpływa na każdy nerw i każdy mięsień. Całe twoje doświadczenie ciała jest związane z oddechem. Im lepiej potrafisz postrzegać oddech w ten sposób, tym łatwiej się uspokoić. Łatwiej też „pozostać” w tym uspokojeniu i pracować nad tym, co Buddha nazywa poszerzonym umysłem – „mahaggataṃ cittaṃ” – świadomością obejmującą wszystko dokoła. Taka świadomość pozwala widzieć rzeczy takimi, jakimi są. Stanowi podstawę vipassany w praktyce jhāny. Innymi słowy, Buddha nie mówi, żeby przestać praktykować jhānę i zacząć praktykować vipassanę. Mówi jedynie, żeby nauczyć się patrzeć na jhānę inaczej: jako na proces wytwarzania, dostrzegając, jak zostaje złożona.
Często sądzimy, że vipassanā oznacza widzenie rzeczy takimi, jakimi są. Zakładamy przy tym, że gdzieś istnieją już gotowe „rzeczy takie, jakimi są”, przesłonięte jedynie przez nasze z góry przyjęte wyobrażenia i wytworzenia umysłowe. Wystarczy usunąć te wytworzenia, a pozostaną czyste rzeczy takie, jakimi są. Wgląd nie działa jednak w ten sposób. Takie rozumienie wręcz przeszkadza w jego powstaniu, ponieważ Buddha nie mówił o „rzeczach takich, jakimi są”. Mówił o „rzeczach takich, jakimi się stały”: o tym, jak powstały. A to jest proces wytwarzania. Wytworzenia nie leżą na powierzchni czystych rzeczy takich, jakimi są. To właśnie przez wytwarzanie rzeczy te w ogóle powstały.
Kiedy więc umysł się uspokoi, przyjrzyj się zachodzącemu w nim wytwarzaniu. Zobacz, jak wielki udział ma ono w rzeczach, których doświadczasz. Wytwarzanie to twój zamierzony wkład – i właśnie to Buddha chce, żebyś zobaczył. Możesz myśleć, że gdybyś tylko pozbył się własnego wytwarzania, ujrzałbyś czyste rzeczy takimi, jakimi są. Jeśli jednak usuniesz wytwarzanie, tych rzeczy już nie będzie. Twoje doświadczenie świata jest procesem wytwarzania. Aby uzyskać wgląd, musisz zobaczyć ten proces w działaniu. Najlepiej widać go wtedy, gdy umysł jest naprawdę nieruchomy, gdy wytwarzasz w nim stan wyciszenia.
Aby naprawdę dobrze poznać proces wytwarzania, musisz wciąż go podejmować, tak umiejętnie, jak tylko potrafisz. To jak poznawanie jajek. Możesz całymi dniami siedzieć i patrzeć na jajko, ale czego się o nim dowiesz? Niewiele, bo widzisz tylko skorupkę. A jeśli potrafisz je rozbić? Wtedy widzisz, co jest w środku. Potem możesz z tego przyrządzić różne potrawy: jajecznicę, jajka sadzone, omlet czy suflet. Im większą masz wprawę w przyrządzaniu rozmaitych potraw z jaj, tym lepiej rozumiesz jajka: jak reagują na różne temperatury, co się z nimi dzieje na małym ogniu, co na dużym i co wtedy, gdy mieszasz je z różnymi składnikami. Im więcej pracujesz z jajkami w ten sposób, tym lepiej je rozumiesz.
Tak samo jest z umysłem. Jeśli naprawdę chcesz zrozumieć jego wytwarzanie, zrób z niego dobry suflet. Innymi słowy, z pełną świadomością wytwórz w umyśle coś naprawdę dobrego, na przykład dobry stan skupienia z przyjemnym oddechem. Dzięki temu dowiesz się o umyśle znacznie więcej, niż gdybyś po prostu mu się przyglądał, nie rozumiejąc przyczyny i skutku. Musisz nim manipulować, aby zobaczyć, jak działają przyczyna i skutek.
Wtedy zaczynasz rozumieć proces wytwarzania. Doprowadzasz umysł do prawdziwego wyciszenia i starasz się rozwinąć świadomość obejmującą wszystko dokoła. Następnie jej strzeżesz. Wtedy zaczynasz widzieć wytwarzanie w działaniu. Co niszczy skupienie, gdy próbujesz je utrzymać? Początkowo sądzimy, że niszczą je rzeczy napływające z zewnątrz, ale tak nie jest. Także wiele wewnętrznych wytworzeń wypływa na powierzchnię i niszczy skupienie. Nie niszczą go dźwięki, lecz twoja „reakcja” na nie. Nie niszczy go to, co robią inni, lecz to, co robisz „ty”. Jak mówił Ajaan Chaa: dźwięki ci nie przeszkadzają; to ty przeszkadzasz dźwiękom.
Jeśli chcesz zobaczyć to naprawdę wyraźnie, najlepiej przyglądaj się umysłowi utrzymującemu tę świadomość obejmującą wszystko dokoła. Nie porzucaj jej. Jeśli opuścisz jhānę, aby uzyskać wgląd, utracisz fundament i zaczniesz się bezładnie miotać. Umysł może stać się bardzo niespokojny, wyobcowany i czuć się zagrożony wglądami, które próbujesz mu narzucić, ponieważ zdaje sobie sprawę, że nie ma fundamentu.
Pozostań więc przy swoim fundamencie i patrz, co się tam pojawia. Bądź jak pająk na pajęczynie: chcesz być wrażliwy na całe ciało, tak jak pająk jest wrażliwy na całą sieć. Najlepiej połączyć w tym celu wszystkie jej nici. Dlatego pracujemy nad łączeniem wszystkich przyjemnych doznań w ciele, tak żeby utworzyły sieć – sieć wzmożonej wewnętrznej wrażliwości. Potem wystarczy pozostawać z nią w kontakcie. Gdy tylko coś się pojawi – może jakieś lekkie poruszenie na granicy między ciałem a umysłem – wyczuwasz to poprzez sieć. A gdy tylko to wyczujesz, możesz to unieszkodliwić. Powstaje drobne poruszenie, a ty możesz je rozplątać, rozformować i unieszkodliwić. Jeśli nie zrobisz tego dostatecznie szybko, umysł rozpozna je jako myśl o tym czy o tamtym. Wtedy na podstawie nadanej mu etykiety tworzysz cały świat myśli.
Najlepszym sposobem, żeby dostrzec kolejne etapy tego procesu, jest zatrzymywanie ich, gdy tylko je zauważysz, i rozpuszczanie myśli. Możesz odkryć, że pewna część umysłu czuje się sfrustrowana, kiedy w ten sposób unieszkodliwiasz pojawiające się rzeczy. Chce nadal snuć te myśli i badać te światy myśli. Jeśli chcesz zrozumieć przymus ich ciągłego tworzenia, jednym z najlepszych sposobów jest stawianie mu przeszkód. Powtarzaj: „Nie, nie, nie”. Gdy tylko pojawi się choćby najdrobniejsze rozpoznanie, że to jest myśl o tamtym, a tamto – myślą o tym, rozpuść ją, bez względu na to, czym zdaje się być. I zobacz, która część umysłu zaczyna krzyczeć. W ten sposób zaczynasz rozumieć wolę, zamierzony element stojący za wytwarzaniem. Kiedy go zrozumiesz, możesz rozmontowywać go kawałek po kawałku. Stajesz się dzięki temu coraz bardziej wrażliwy na te części umysłu, które dotąd przed sobą ukrywałeś. Gdy wydobywasz je na światło dzienne, wgląd może wykonać swoją pracę.
Te rzeczy nie wyjdą ze swojej kryjówki, dopóki nie staniesz przy wejściu i nie odetniesz im dostępu do pożywienia. Są też jak ludzie mieszkający w podziemnych twierdzach, którzy lubią pociągać za sznurki. Nie wyjdą, dopóki brak możliwości dalszego pociągania za nie nie wzbudzi ich frustracji. Musisz więc nadepnąć im na sznurki.
W ten sposób w końcu zaczynasz rozumieć cały proces wytwarzania. A gdzie go szukać? Wszędzie tam, gdzie jest cierpienie. Ajaan Suwat często o tym mówił: patrz tam, gdzie jest cierpienie, a zobaczysz wytwarzanie; tam, gdzie widzisz wytwarzanie, widzisz niewiedzę, która sprawia, że cierpisz. Gdy coraz więcej tej niewiedzy wydobywasz na światło dzienne, przychodzi chwila, kiedy po prostu ustaje, ponieważ dostrzegasz nawet najdrobniejsze rzeczy, które mogłyby wywołać cierpienie. Dostrzegając je, zastępujesz niewiedzę wiedzą. Cały ten komentarz, który nieustannie rozbrzmiewa gdzieś w tle umysłu i próbuje wszystkim kierować, coraz bardziej wysuwa się na pierwszy plan. Kiedy widzisz go wyraźnie, możesz pozwolić mu ustać. Wtedy dostrzegasz coś niewytworzonego, gdzie cierpienie naprawdę się kończy. Nie musisz wychodzić ze skupienia, aby to zobaczyć. Rozbierasz skupienie od środka.
Dlatego kiedy próbujesz uzyskać wgląd, a czujesz się wyczerpany i niespokojny, oznacza to, że utraciłeś fundament. Szukasz w niewłaściwym miejscu. Doprowadź umysł do dobrego stanu skupienia, rozwiń w nim świadomość obejmującą wszystko dokoła, a potem zacznij przyglądać się procesowi wytwarzania z tej właśnie perspektywy. Nie musisz iść nigdzie indziej.
Ktoś zapytał mnie kiedyś, jak radzę sobie z ludźmi, dla których doświadczenie Przebudzenia okazało się dezorientujące. Trudno o bardziej chybione pytanie. Przebudzenie nie dezorientuje – przeciwnie, nadaje życiu najpewniejszy kierunek. Pokazuje, że istnieje coś o wiele bardziej trwałego i godnego zaufania, niż kiedykolwiek sobie wyobrażałeś. Ukazuje coś Bezśmiertelnego, całkowicie wolnego od cierpienia. A gdzie tego szukać? Właśnie tutaj, tam, gdzie umysł jest ustalony i nieruchomy. Następnie uczysz się postrzegać to ustalone wyciszenie jako proces wytwarzania i zaczynasz rozbierać je dokładnie tam, gdzie zachodzi. Nie musisz iść nigdzie indziej.
Źródło i licencja
- Oryginalny tytuł
- Things as They’ve Come to Be
- Nota
- Polska wersja została przygotowana w ramach niezależnego projektu edukacyjnego. Więcej o sposobie pracy: O projekcie.