Wolność bez definicji

· Thanissaro Bhikkhu · Medytacje 3

Mowa ukazuje praktykę jako drogę ku wolności od lgnięcia, utożsamiania się i potrzeby definiowania siebie. Zachęca, by zamiast skupiać się na tym, kim jesteśmy, badać własne działania: rozpoznawać, które przynoszą cierpienie, uczyć się na błędach oraz rozwijać bardziej umiejętne sposoby myślenia, mówienia i postępowania. Gdy pragnienie takiej wolności zawładnie wyobraźnią, trudności ścieżki tracą na znaczeniu.

Nagranie

Pobierz MP3

Tekst mowy

W „Dhammapadzie” znajduje się fragment, w którym Buddha mówi, że życie gospodarza jest trudne i życie mnicha, który odszedł w bezdomność, również jest trudne. Na koniec zaś mówi: „Nie bądź więc ani jednym, ani drugim”. Oczywiście chodzi mu o to, by znaleźć sposób, dzięki któremu nie trzeba być w ogóle nikim ani niczym. To wymaga praktyki. Jest to umiejętność – właśnie ta, nad którą tutaj pracujemy – pozwalająca wyjść poza konieczność prowadzenia życia gospodarza czy mnicha. Bez niej masz do wyboru tylko te dwie możliwości. Z nich wynikają liczne pomniejsze wybory, lecz wszystkie pozostają zamknięte w obrębie tych dwóch kategorii.

Szukamy zatem ścieżki praktyki, która prowadzi do wolności od wszelkich kategorii. Jak powiedział Buddha, to, czym jesteś, jest ograniczone i mierzone tym, do czego lgniesz. Ścieżka prowadząca poza kategorie musi więc uwalniać od lgnięcia. Kiedy lgniesz do ciała, właśnie nim jesteś. Kiedy lgniesz do którejkolwiek z pozostałych składowych, zostajesz określony jako ktoś lgnący do doznań, postrzegania, wytworzeń umysłowych albo świadomości. Tworzysz swoją tożsamość przez to, do czego lgniesz. Dlatego Buddha nigdy nie odpowiadał na pytania o to, czym jest człowiek: człowiek może być niemal wszystkim.

Szlachetna Ośmioraka Ścieżka, którą tutaj podążamy, pozwala nam więc wyjść poza konieczność utożsamiania się z czymkolwiek i ograniczania się do czegokolwiek. Właśnie nad tą umiejętnością pracujemy. Nie jest ona łatwa, lecz kiedy uświadomisz sobie, że wszystkie pozostałe możliwości również są trudne, zrozumiesz, że nie ma większego sensu skupiać się na trudnościach tej ścieżki. Przynajmniej ona prowadzi ku wyjściu.

Trzy lata temu, gdy przeczuwałem, że Ajaan Suwat wkrótce umrze, pojechałem zobaczyć się z nim w Tajlandii. Spotkanie z nim było inspirujące i podnoszące na duchu. Choć po wypadku przeszedł bardzo wiele – był sparaliżowany od podstawy kręgosłupa w dół, doznał uszkodzeń mózgu i płuc, a ponadto musiał znosić bardzo trudnych ludzi, którzy się nim opiekowali – zawsze zachowywał pogodę ducha. Jedną z ostatnich rzeczy, jakie mi powiedział, było to, że zaczął zauważać, iż postrzeżenia przesyłane mu przez mózg stają się coraz dziwniejsze. Musiał nauczyć się ich nie słuchać. Potem dodał: „Ale ta rzecz, którą zyskałem dzięki medytacji – ona się nie zmieniła. Zawsze tam jest”.

Nazywał ją „tą rzeczą”. Właśnie ku takiej wolności zmierzamy – tak by niezależnie od tego, co przyniosą starzenie się, choroba i śmierć, „ta rzecz” była zawsze obecna. To właśnie chcemy odnaleźć. To właśnie chcemy poznać. Dlatego pielęgnujemy zwyczaje szlachetnych, polegające na znajdowaniu radości w tej ścieżce – ścieżce porzucania i rozwijania. Porzucasz schematy myśli, mowy i działania stojące na przeszkodzie jasnemu poznaniu. Rozwijasz właściwości sprzyjające jasnemu poznaniu: Właściwy Pogląd, Właściwy Wysiłek, Właściwą Uważność i Właściwe Skupienie. Uczysz się czerpać z nich radość. Pozwalasz, by zawładnęły twoją wyobraźnią.

Przeprowadzono badania nad ekspertami w dziedzinach wymagających umiejętności i zręczności. Odkryto, że od osób po prostu dobrych w danej dziedzinie odróżnia ich to, iż dana umiejętność zawładnęła ich wyobraźnią. Po pierwsze, lubią się nią zajmować; po drugie, lubią podejmować wyzwania. Jeśli popełniają błędy, próbują się z nich uczyć. W pewnym artykule opisano dział rekrutacji bardzo renomowanej szkoły chirurgicznej. Przez lata udoskonalano tam pytania zadawane podczas rozmów z kandydatami, próbując ustalić, które z nich pozwolą odróżnić osoby niemające zadatków na chirurgów od tych, które je mają. Ponieważ była to jedna z najlepszych szkół w kraju, wszyscy kandydaci mieli znakomite oceny i rekomendacje. Nie dawało to jednak żadnej gwarancji, że rzeczywiście dobrze sobie poradzą, gdy staną przed pacjentem leżącym na stole operacyjnym.

Osoby odpowiedzialne za rekrutację odkryły dwa pytania, które najtrafniej pozwalały ustalić, kogo przyjąć, a kogo nie. Pierwsze brzmiało: „Czy możesz opowiedzieć nam o błędzie, który ostatnio popełniłeś?”. Jeśli kandydat odpowiadał: „Nie, nie przychodzi mi do głowy żaden błąd, który ostatnio popełniłem”, zostawał odrzucony. Drugie pytanie brzmiało: „Co zrobiłbyś inaczej, gdybyś mógł zrobić to jeszcze raz?”. Jeżeli ktoś potrafił od razu odpowiedzieć: „Pomyślałem, że następnym razem mógłbym spróbować tego”, był to człowiek, jakiego szukano – ktoś, kto przygląda się swoim działaniom, rozpoznaje błąd i od razu chce ustalić, jak go nie powtórzyć; ktoś pomysłowy, kto próbuje znaleźć inne podejście.

We wszystkich dziedzinach ludzie osiągający mistrzostwo – czy to muzycy, sportowcy, czy rzemieślnicy – to ci, których wyobraźnią zawładnęła rozwijana przez nich umiejętność. Dlatego wkładany w nią wysiłek nie wydaje im się czymś wielkim. Są tak pochłonięci, że sam wysiłek zaczyna sprawiać im przyjemność. Lubią o tym myśleć, lubią rozwiązywać napotykane problemy, a czasem także dostrzegać trudności, których inni nawet nie zauważają. Potem próbują znaleźć rozwiązania. Właśnie tacy ludzie dobrze sobie radzą.

Ta sama zasada odnosi się do zwyczajów szlachetnych. Znajdujesz radość w porzucaniu i rozwijaniu. Praca nad właściwościami własnego umysłu naprawdę zawłada twoją wyobraźnią. Dzięki temu trudności związane z życiem we wspólnocie z innymi praktykującymi nie stają się poważnym problemem. Masz reguły, określoną strukturę i wsparcie potrzebne do praktyki. Nie chodzi tu przede wszystkim o poznawanie buddyzmu; uczysz się korzystać z narzędzi, jakie oferuje buddyzm, by uporządkować własny umysł. Najpierw narzędzia te pomagają ci przyjrzeć się nawykom i temu, co robi umysł. Kiedy zauważasz, że to, co robisz, przysparza cierpienia tobie lub innym, masz narzędzia, które pozwalają ci zmienić te nawyki. Jeśli klasyczne narzędzia nie działają, możesz użyć własnej pomysłowości, by na ich podstawie wypracować nowe rozwiązania. Kiedy to zawładnie twoją wyobraźnią, trudności przestają wywierać większe wrażenie na twoim umyśle.

Całym celem tej praktyki jest skupienie się na tym, co rzeczywiście dzieje się w twoim umyśle. Najważniejsze pytania brzmią: „Co robisz, czym przysparzasz niepotrzebnego cierpienia sobie lub innym? Co możesz zrobić, żeby przestać?”. Pytania te odnoszą się nie tylko do tego, co robisz i mówisz, lecz także do sposobu działania twojego umysłu – do tego, jak umysł traktuje sam siebie i jak obchodzi się z własnymi myślami i uczuciami. Chcesz, by to właśnie te pytania przejęły ster.

Wymaga to przesunięcia środka ciężkości. Wielu z nas ma bowiem silne poczucie tego, kim jesteśmy, a własne działania postrzega jako coś drugorzędnego, służącego temu „komuś”, kim jesteśmy. Jeśli uznajemy nasze poczucie siebie – tego, kim jesteśmy – za coś absolutnego, wówczas pytanie o to, co robimy, staje się względne. Do głosu dochodzą wtedy upodobania owego „ja”, a ścieżka staje się trudna. Jeśli jednak odwrócisz tę zależność, tak by pytanie o coraz bardziej umiejętne działanie stało się dla ciebie czymś absolutnym, a poczucie tego, kim jesteś – czymś zależnym od tego pytania, ścieżka stanie się znacznie łatwiejsza. Będzie dawała dużo więcej radości. I będzie miała sens.

Właśnie dlatego Buddha skupił Cztery Szlachetne Prawdy dokładnie na tym pytaniu. Tym bowiem są te cztery prawdy: kwestią umiejętnego działania i pożądanego rezultatu oraz nieumiejętnego działania i niepożądanego rezultatu. Pozwalają uporządkować te kwestie. Pozostałe pytania – dotyczące świata, jedności bądź wielości wszechświata, istnienia „ja”, natury siły życiowej czy losu osoby przebudzonej po śmierci – zostają odłożone na bok. Nie w nich leży sedno. Liczy się to, co jest umiejętne, a co nie.

Kiedy te pytania znajdą się w centrum twojej uwagi i zawładną twoją wyobraźnią, zagadnienia świata i „ja” schodzą na dalszy plan. Daje ci to pierwsze wyobrażenie o tym, jak to jest być wolnym od pytania, kim jesteś i jakim jesteś człowiekiem. Uświadamiasz sobie bowiem, że wszystkie te kwestie zależą od tego, jak umiejętnie działasz, a szczególnie od tego, jak umiejętnie podchodzisz do tego, do czego lgniesz i do czego jesteś przywiązany. To są czynniki rozstrzygające. Kiedy uczysz się praktykować, rozwijając skupienie i wnikliwość, by przejrzeć te przywiązania, wtedy cała potrzeba utożsamiania się z czymś, ograniczania się i mierzenia siebie schodzi na dalszy plan. W miarę podążania ścieżką cierpienia wywołane potrzebą definiowania siebie stają się coraz lżejsze. Tym bardziej gdy znika wszelkie lgnięcie. I tyle – nie ma już potrzeby, by cokolwiek cię określało.

Jest pewien fragment, w którym ludzie spoza nauk Buddhy pytają mnicha, jak Buddha odpowiada na pytanie, czy po śmierci osoba przebudzona istnieje, czy też nie. Mnich, improwizując, odpowiada, że musi istnieć jeszcze inna odpowiedź poza czterema zazwyczaj podawanymi: istnieje, nie istnieje, zarazem istnieje i nie istnieje, ani istnieje, ani nie istnieje. Pytający zaczynają go wyśmiewać. „Nic nie wiesz o naukach Buddhy” – szydzą. Wiedzieli o tym nawet ludzie spoza jego nauk. Mnich idzie więc do Buddhy. Buddha mówi: „Jak możesz mówić coś takiego? Czy potrafisz wskazać, gdzie Tathāgata znajduje się właśnie teraz? Czy możesz zdefiniować go w kategoriach którejkolwiek z pięciu składowych?”. Nie. „A jako coś odrębnego od pięciu składowych?”. Również nie. Nawet tutaj, w chwili obecnej, nie można wskazać niczego – inaczej niż w przypadku zwykłego człowieka, którego można utożsamić z tym, do czego lgnie. Buddha mówi dalej: „Skoro nie potrafisz określić Tathāgaty nawet tu i teraz, jak możesz powiedzieć cokolwiek o tym, czym jest po śmierci, jak istnieje albo jaki jest jego sposób istnienia po śmierci?”.

Całkowita wolność. Nieopisywalna i niezdefiniowana. Właśnie o to chodzi w tej praktyce. Jeśli myśl o całkowitej wolności zawładnie twoją wyobraźnią, trudności będą stawały się coraz mniejsze. Choć teraz mogą wydawać się w twoim umyśle ogromne, w miarę jak wytrwale podążasz ścieżką, będą przybierały coraz mniejsze rozmiary.

Buddha powiedział kiedyś, że gdybyś mógł zawrzeć umowę, zgodnie z którą przez sto lat każdego dnia rano przebijano by cię setką włóczni, w południe kolejną setką i wieczorem jeszcze setką – trzysta ran od włóczni każdego dnia – lecz miałbyś gwarancję, że po stu latach osiągniesz pełne Przebudzenie, byłaby to umowa warta zawarcia. Gdy nadeszłoby Przebudzenie, nie uważałbyś, że zostało osiągnięte z trudem.

Sam musisz zdecydować, czy ten fragment cię intryguje. Z drugiej strony możesz też przyjrzeć się alternatywie: temu, jak wygląda życie, jeśli nie zawrzesz takiej umowy.

Źródło i licencja

Oryginalny tytuł
Freedom Undefined
Licencja
Creative Commons Attribution-NonCommercial 4.0 International (CC BY-NC 4.0)
Nota
Polska wersja została przygotowana w ramach niezależnego projektu edukacyjnego. Więcej o sposobie pracy: O projekcie.