Prywatna sprawa
Mowa zachęca, by w medytacji trwać przy oddechu i rozwijać wrażliwość na bezpośrednie doświadczenie, zamiast narzucać mu cudze pojęcia i opisy. Uważne obserwowanie, które intencje i sposoby oddychania przynoszą ulgę, a które cierpienie, pozwala stopniowo kształtować życzliwość, współczucie, współradość i równowagę umysłu. Tę uczciwą wewnętrzną uważność warto podtrzymywać także w codziennych działaniach, słowach i myślach.
Nagranie
Tekst mowy
Słyszałem kiedyś o zawodowym tenisiście, który przechodził kryzys formy. Próbował wszystkiego, co tylko przyszło mu do głowy, żeby znów zacząć dobrze grać: zwolnił trenera, zatrudnił innego, wypróbowywał różne rakiety. Aż pewnego dnia uświadomił sobie, że zapomniał o najważniejszej zasadzie tenisa: nie spuszczaj oka z piłki.
To samo często zdarza się w medytacji. Zaczynasz od czegoś bardzo prostego, co stopniowo staje się coraz bardziej złożone. Po pewnym czasie zapominasz o podstawowej zasadzie: trwaj przy oddechu. Spróbuj więc przez całą godzinę pozostawać z oddechem, bez względu na wszystko. Bądź naprawdę wyczulony na to, jak odczuwasz oddech i co z nim robisz. Oddech jest wytworzeniem, co oznacza, że w sposobie, w jaki oddychasz, zawiera się element intencjonalny. Powinieneś być na niego bardzo wyczulony – na to, co dodajesz do procesu oddychania. Staraj się robić to umiejętnie. Skoro i tak dodajesz coś intencjonalnie, dodaj coś dobrego.
Twój stosunek do oddechu jest czymś bardzo intymnym, bardzo osobistym. Często trudno mówić o tym, jak odczuwa się oddech, ponieważ oddech odczuwa się właśnie tak jak oddech. Nie przypomina on niczego innego. Dlatego mówimy o nim pośrednio, za pomocą metafor i porównań, zdając sobie sprawę, że nasze opisy są jedynie przybliżone. Kiedy słyszysz jakąś wskazówkę, naucz się przekładać ją tak, by odnosiła się do tego, co dzieje się w twoim bezpośrednim doświadczeniu. I zawsze przyznawaj pierwszeństwo własnemu doświadczeniu wewnętrznemu.
Zauważyłem na przykład, że jednym z najlepszych sposobów, by energia oddechu w ciele stała się przyjemna i pełna, jest niewkładanie żadnego wysiłku w wydech. Jeśli jakiś wysiłek się pojawia, kierujesz go na wdech. Przy wydechu nie musisz pomagać ciału. Ciało samo zrobi wydech. Kiedy go nie wymuszasz, energia oddechu może wypełnić ciało. Trudno precyzyjnie wyrazić to słowami. Nie chodzi o to, że próbujesz wtłoczyć oddech do środka. Ponieważ jednak nie wyciskasz go na zewnątrz, za każdym razem robisz wdech, wdech, wdech i pozwalasz, by poczucie pełni popłynęło wzdłuż nerwów. Nerwy zaczynają promienieć. I znów trudno ująć to słowami, bo nie jest to widzialny blask. Pojawia się jednak poczucie energii przypominającej blask, która wypełnia nerwy i promieniuje z nich oraz z naczyń krwionośnych. Starasz się oddychać tak, by podtrzymywać to poczucie promienności. Ciało czuje się wtedy znacznie swobodniej, a krew może bez przeszkód przepływać przez wszystkie jego części. To naprawdę przyjemne.
Spróbuj więc odnieść te słowa do tego, co robisz właśnie teraz, i zobacz, czy przynosi to rezultaty. Jeśli nie, poeksperymentuj trochę na własną rękę, żeby odkryć, jaki sposób oddychania rzeczywiście jest przyjemny dla ciała. Kiedy to robisz, od samego początku stajesz wobec kwestii przyjemności i bólu, przyczyny i skutku.
Właśnie tego dotyczą nauki Buddhy: dlaczego cierpimy z powodu bólu? Jak możemy wykorzystać przyjemność skupionego umysłu, by osiągnąć jeszcze większą ulgę i dobrostan? Często najlepiej nie analizować tego zbyt szczegółowo z góry. Możesz czytać książki o jhānie lub vipassanie, a potem próbować narzucać zawarte w nich słowa własnemu doświadczeniu. Ale skąd bierze się twoje rozumienie tych słów? Z niewiedzy. Oddala cię to więc od bezpośredniego doświadczenia, od tej bardzo osobistej sprawy: dlaczego umysł przysparza sobie cierpienia i w jaki sposób twoje intencje je wywołują.
Spróbuj zamiast tego podejść do medytacji od bardziej swojskiej strony: jak się teraz czujesz? Które sposoby myślenia o oddechu i pozwalania ciału oddychać prowadzą do bólu i poczucia ucisku? Które dają większe poczucie otwartości i ulgi? Zacznij od bezpośredniego doświadczenia i od niego stopniowo przechodź dalej.
W ten sposób Ajaan Fuang uczył medytacji. Polecał ludziom nawiązać kontakt z oddechem. Posługiwał się kilkoma analogiami i porównaniami, a potem wsłuchiwał się w słowa, których sami używali, by opisać własne doświadczenie medytacji: kiedy oddech wydawał się „lepki”, kiedy był „twardy” lub „gęsty”, a kiedy „pełny”. Następnie posługiwał się ich słownictwem, by udzielać im dalszych wskazówek. Jeden z jego uczniów mówił na przykład o „pysznym oddechu”, więc Ajaan Fuang zaczynał przeznaczone dla niego instrukcje słowami: „Nawiąż kontakt z pysznym oddechem”.
W ten sposób medytacja nie jest czymś narzuconym z zewnątrz. Rozwija się dzięki twojej własnej wewnętrznej wrażliwości. Dopiero później, kiedy zdobędziesz już pewne bezpośrednie doświadczenie, możesz czytać książki i zacząć odnosić ich terminy do tego, czego doświadczyłeś. Nawet wtedy najlepiej jednak traktować te terminy jak samoprzylepne karteczki. W miarę jak pogłębia się twoje doświadczenie wewnętrzne, zmienia się również twoje rozumienie tego wewnętrznego terenu. Być może niektóre karteczki trzeba będzie poprzenosić.
Takie podejście do medytacji jest znacznie bardziej godne zaufania niż próba wtłoczenia umysłu w formę opartą na twoim rozumieniu tego, co ktoś inny napisał lub powiedział. Takie postępowanie oddala cię od bezpośredniego doświadczenia, od własnej wrażliwości. Zawsze pozostaje przy tym pewna wątpliwość: czy to rzeczywiście można uznać za to, o czym oni mówią? Jeśli natomiast podejdziesz do sprawy od przeciwnej strony – „Jeśli robię to w ten sposób, jak się wtedy czuję?” – wiesz lepiej niż ktokolwiek inny, jakie to uczucie.
Twoja wrażliwość może jeszcze nie być wystarczająco wyostrzona, by dostrzegać subtelne poziomy cierpienia, lecz nie zdołasz ich dostrzec, dopóki najpierw nie uporasz się z tymi oczywistymi. To naturalne, że z czasem, w miarę jak coraz lepiej poznajesz oddech oraz to, jak odczuwa się ciało od wewnątrz, rozwija się także twoja wrażliwość. Zaczynasz dostrzegać rzeczy, których wcześniej nie zauważałeś – zarówno w oddechu, jak i w sposobie, w jaki umysł się do niego odnosi. Dzięki temu medytacja pozostaje bardzo bezpośrednia. Jest twoją własną, prywatną sprawą.
Ajaan Fuang powiedział kiedyś, że nie chciał, aby jego uczniowie rozmawiali o swojej medytacji z kimkolwiek poza nim. Inni ludzie mają własne poglądy i z góry przyjęte wyobrażenia. Być może coś wiedzą o medytacji, być może są bardzo mądrzy, ale tego nie możesz być pewien. Nie wiesz, jakie mają doświadczenie ani ile naprawdę wiedzą. Po drugie, możesz zacząć przykładać ich słowa do własnego doświadczenia i próbować je do niego dopasować. Jeśli nie masz wystarczającego doświadczenia wewnętrznego, bardzo łatwo możesz się pogubić. Nawet kiedy po prostu zadają ci pytanie, sam sposób jego sformułowania zawiera już określony punkt widzenia. A ten punkt widzenia może być wątpliwy.
Niech więc twoja medytacja pozostanie prywatną sprawą. W końcu cierpienie, którego sobie przysparzasz, także jest prywatną sprawą, czymś, czego nikt inny nie może zobaczyć. Nawet gdy mieszkamy razem dzień po dniu, każdy z nas podejmuje mnóstwo decyzji, o których nikt inny tutaj nie będzie wiedział. Możemy widzieć niektóre ich zewnętrzne skutki, lecz samego doświadczenia cierpienia – twojego cierpienia, twojego bólu – możesz zaznać tylko ty. I tylko ty możesz wiedzieć, jakie drobne decyzje podejmujesz z chwili na chwilę. Właśnie to chcesz nauczyć się obserwować.
Staraj się więc jak najbardziej rozwijać swoją wewnętrzną wrażliwość, aby upewniać się, że twoje decyzje zmierzają we właściwym kierunku. Intencja polega tutaj na tym, by możliwie najbardziej ograniczyć cierpienie.
Właśnie dlatego medytacja oddechu wiąże się bezpośrednio ze wzniosłymi postawami, o których recytujemy każdego wieczoru. Zajmujesz tu miejsce w pierwszym rzędzie, jeśli chodzi o to, jak przynieść więcej szczęścia. „Oby wszystkie żyjące istoty były szczęśliwe”: wszystkie żyjące istoty są tam, na zewnątrz, ale ty także jesteś jedną z nich – tutaj, wewnątrz. I właśnie na tę istotę masz najbardziej bezpośredni wpływ. Jeśli nauczysz się być dla siebie życzliwy poprzez sposób, w jaki oddychasz, łatwiej będzie ci okazywać życzliwość innym ludziom. Jeśli dostrzegasz w sobie cierpienie, okaż sobie współczucie. Staraj się oddychać i odnosić do oddechu tak, by ograniczać to cierpienie. Kiedy w ten sposób uczysz się współczucia wobec tego, co wewnątrz, znacznie łatwiej jest odczuwać współczucie dla innych na zewnątrz.
Podobnie rzecz się ma ze współradością i równowagą umysłu. Kiedy oddech układa się dobrze, doceń to. Ciesz się nim. Jeśli zaś pojawiają się w nim nieprzyjemne doznania, których nie możesz zmienić, musisz przez jakiś czas po prostu je obserwować. Słowo oznaczające równowagę umysłu – upekkhā – odnosi się właśnie do tej cechy: zwyczajnego obserwowania, przyglądania się. Innymi słowy, widzisz, że być może nie nadszedł jeszcze czas, by coś zrobić. Nigdy jednak nie wiadomo, kiedy sytuacja się zmieni, więc po prostu obserwujesz, obserwujesz i obserwujesz, aż coś dostrzeżesz. Także tutaj oddech bardzo pomaga. Daje ci oparcie do obserwacji.
Kiedy trwasz przy oddechu, pozostajesz w chwili obecnej. Samo przebywanie z doznaniem oddychania pomaga uwolnić się od wielu myśli, od tej nieustannej narady komitetu w umyśle. Kiedy pozostajesz z oddechem, jesteś niczym zewnętrzny obserwator posiedzenia komitetu. Jego głosy nie muszą tobą pomiatać. Dzięki temu jesteś w lepszym położeniu, by dostrzec: „Czy jest to pora na miłującą dobroć? A może raczej na równowagę umysłu, współczucie albo współradość?”.
Te dwa rodzaje medytacji – medytacja rozwijająca wzniosłe postawy oraz medytacja oddechu – łączą się właśnie w ten sposób. Oddech pozwala ci ćwiczyć właściwe postawy i daje ci możliwość dostrzeżenia, która z tych czterech postaw jest w danej chwili odpowiednia. Za probierz zawsze bierzesz własne wewnętrzne doświadczenie cierpienia – coś, z czym łączy cię najbardziej intymna więź. Dzięki temu twoja wiedza nie jest jedynie zbiorem słów. U jej podstaw leży bezpośrednie doświadczenie. W miarę jak rozwijasz swoją umiejętność, stajesz się bardziej wyczulony na to doświadczenie i uczciwiej przyznajesz przed sobą, gdzie nadal przysparzasz sobie cierpienia.
Twoje doświadczenie cierpienia jest jedynym dowodem na to, czy medytacja przynosi rezultaty, a i wtedy można na nim polegać tylko pod warunkiem, że jesteś wobec siebie uczciwy. Możesz szukać jakiegoś zewnętrznego autorytetu, który wszystko ci potwierdzi, lecz wówczas pojawia się pytanie, kto na zewnątrz jest Przebudzony, a kto nie. Możesz mieć pewne wyobrażenia i przeczucia, lecz nie jesteś w stanie naprawdę dowieść niczego na temat tego, co dzieje się na zewnątrz. Jedyny rzeczywisty dowód znajduje się wewnątrz. Dopóki nie uczynisz tego wewnętrznego dowodu tak jasnym i uczciwym, jak to tylko możliwe, nie będziesz miał żadnego dowodu na nic.
Właśnie tę wewnętrzną wrażliwość – coś całkowicie prywatnego – starasz się tutaj rozwijać. Od niej zaczynasz i to ona pomaga ci pozostać na ścieżce.
Rzecz jasna, ta wrażliwość nie musi towarzyszyć ci wyłącznie wtedy, gdy siedzisz i medytujesz. Przez cały dzień staraj się pozostawać w kontakcie z wewnętrznym doświadczeniem tego, co robisz, oraz z tym, jakie cierpienie pojawia się lub nie pojawia wskutek twoich działań i drobnych wyborów dokonywanych wewnątrz. Staraj się podtrzymywać tę świadomość jak najczęściej, we wszystkich swoich zajęciach. Niech stanie się ona twoim najważniejszym priorytetem. Kiedy działasz, działaj z tego miejsca. Kiedy mówisz, mów z tego miejsca. Kiedy myślisz, myśl z tego miejsca.
W ten sposób medytacja staje się ponadczasowa. Ajaan Fuang zauważył kiedyś, że nasze życie często dzieli się na małe odcinki czasu: czas na jedzenie, czas na rozmowę, czas, by pójść tu czy tam, zrobić to czy tamto. Choć mnożymy w ten sposób różne „pory”, nie zyskujemy więcej czasu. Wszystko zostaje posiekane na drobniutkie kawałki i czasu robi się mniej. Kiedy jednak dbasz o możliwie nieprzerwaną wewnętrzną wrażliwość – robisz wdech, pozwalasz ciału wykonać wydech, jeśli tego chce, lecz nie musisz wymuszać wydechu; znów robisz wdech i jeszcze jeden – wewnętrzne poczucie dobrostanu może się rozwijać. A gdy podtrzymujesz je przez cały dzień, nabiera trwałości. Skupienie się na nim i rozpoznanie tego, co mu pomaga, a co nie, może wymagać czasu. Chcesz jednak, by pojawiające się poczucie wewnętrznego pokrzepienia trwało możliwie nieprzerwanie. Im większa jego ciągłość, tym większej nabiera siły. Im bardziej staje się odporne, tym bardziej możesz na nim polegać, nawet w bardzo trudnych sytuacjach. Wymaga to oduczenia się pewnych dawnych nawyków. Społeczeństwo często uczy nas poświęcać całą uwagę temu, co na zewnątrz. W efekcie tracimy kontakt z własną wewnętrzną wrażliwością. Stajemy się obcy samym sobie.
Zapoznaj się więc na nowo z tą wewnętrzną wrażliwością. Otwórz ten obszar swojej świadomości i bądź na niego jak najbardziej wyczulony. Dzięki temu medytacja będzie rozwijać się organicznie – nie pod wpływem słów narzuconych z zewnątrz ani wyobrażeń wynikających z tego, jak rozumiesz takie słowa, lecz na podstawie bezpośredniego doświadczenia tego, co naprawdę dzieje się wewnątrz. Co działa, a co nie? Co jest umiejętne, a co nie? Gdzie jest cierpienie, a gdzie go nie ma? Są to pytania dotyczące spraw, które tylko ty możesz obserwować i tylko ty możesz poznać. Odpowiedzieć na nie może jedynie bardzo uczciwa wrażliwość, zawsze gotowa dowiedzieć się czegoś więcej.
Źródło i licencja
- Oryginalny tytuł
- A Private Matter
- Nota
- Polska wersja została przygotowana w ramach niezależnego projektu edukacyjnego. Więcej o sposobie pracy: O projekcie.